Cudowny (jak dla mnie) rozdział prawie w całości poświęcony przemyśleniom Koukiego, na temat powszechnie uwielbianego Akashiego. Spodziewam się, że pewne osoby zwłaszcza zwariowana CLD ucieszy się z kolejnego rozdziału,więc jest dedykowany jej w całości.
Rozdział 5
Rozdział 5
Czekam od dziecięciu minut na
obiad. Powiedziała, że będzie za piętnaście minut i przekroczyła ten czas już o
te cholerne dziesięć minut! Jestem tak głodny, że normalnie nie wytrzymam! Od
wczorajszego popołudnia nie jadłem nic. Wstałem jakieś półgodziny temu i nadal
nie zbyt dobrze radziłem sobie z przyswojeniem pewnych kwestii.
Szaleństwo wczorajszego dnia to
coś, czego z pewnością nigdy nie pojmę. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek,
ktokolwiek mnie porwie, a już zwłaszcza Aomine… Chociaż on zawsze wydawał mi
się dziwny, pewnie nie tylko mnie. Na boisku zawsze zachowuje się jak dzikus,
bestia boiska to dla niego świetne określenie. Ten szalony błysk w oku i pewność
siebie, której często mu zazdroszczę. Cóż powiedzieć jestem najzwyklejszym tchórzem
i dobrze pokazałem to wczoraj.
Nie miałem żadnego konkretnego pomysłu
jak zareagować na pocałunek Akashiego. To nie było to samo co Aomine, było przyjemnie…
Kłamałbym mówiąc, że mi się nie podobało, ale jaki to ma związek z tym, że po
prostu nie powinienem? Akashi to Akashi. Jest kimś, ma osiągnięcia jest
szanowany i lubiany, pewnie nie jedna dziewczyna o nim marzy. A ja taki nijaki
Kouki miałbym z nim… w ogóle cokolwiek?
Muszę przyznać Aomine rację,
Akashi naprawdę mnie podrywał. Jak sobie przemyślałem całe to jego zachowanie,
to mi wyszło, że naprawdę musi tak być. Z jednej strony cieszę się z tego
powodu. Ktoś taki jak on… i czasem, a nawet często jest dla mnie miły. Sprawia
mi to niewyobrażalną przyjemność, ale jak już wspomniałem to nie moja liga. Nie
powinienem pakować się w coś, co z góry nie ma szans się udać. Nie potrafię
sobie wyobrazić naszej wspólnej przyszłości, nawet jeżeli bylibyśmy tylko
przyjaciółmi. A on najwyraźniej chce ode mnie czegoś więcej i tu właśnie jest
pies pogrze…
- Kouki! – nie zastąpione
wezwanie mojej matki i zarazem prawda życiowa. „Drzyj się ile wlezie, a na
pewno zostanie usłyszany”.
To zawołanie z jednej strony jest
zbawienne, ponieważ oznacza to obiad, ale z drugiej strony wiem, że powinienem
przede wszystkim na poważnie, jeszcze raz przemyśleć wszystkie za i przeciw,
chociaż jak na razie znajduję dużo przeciw. Cholera! Czemu to właśnie ja, muszę
mieć takie problemy egzystencjalne? Czemu tu nie może chodzić o wybór śniadania
w szkolnej stołówce?
* * *
Większość osób na moim miejscu z
pewnością chciałaby pobyć trochę sam na sam, ale ja nie potrafię. Przemyślałem
już sobie wszystko, co nie oznacza, że zapadła ostateczna decyzja. Pierwsze
posłucham tego co będzie mi miał do powiedzenia Akashi, a później dopiero
powiem mu, że to nie ma sensu. Wtedy całą sprawa będzie skończona, decyzja
zapadła, koniec kropka. Ani moja okropna matka nie zmusi mnie do zmiany
postanowienia.
Każdy inny na moim miejscu nawet
nie spróbowałby wypuścić z rąk takiego „towaru” jakim jest czerwonowłosy, ale
ja to nie każdy. Myślę rozsądnie, choć może to brzmieć dziwnie z moich ust to
prawda. Nigdy nie wyobrażałem sobie zbyt wiele, zawsze potrafiłem pogodzić się
z sytuacją i z tym, że najzwyczajniej w świecie jestem nijaki, zwyczajny.
Skręciłem z chodnika i wszedłem
na teren Rakuzan. Słyszałem, że popołudniami trenuje samotnie na sali. No
pewnie, on jest samowystarczalny nie potrzebuje nikogo, ale jednak zrobił coś takiego
i zakochał się we mnie, co wiąże się z kłopotami. Nie oszukujmy się JESTEM
kłopotliwy, z prostego powodu mojej niezdarności. Nie sposób znaleźć druga taką
niezgułę w jednym mieście. No i mamy kolejny powód, dla którego nie powinienem
spotykać się z Akashim. Kompletna różnica w przysposobieniu społeczno-życiowym.
No i jeszcze jedna sprawa, przez niego zacząłem używać takich trudnych i
skomplikowanych wyrazów. Każdy inni pewnie by się ucieszył, bo to oznacza w jakimś
tam stopniu wzrost inteligencji, ale nie ja. Jeżeli stałbym się mądrzejszy,
automatycznie przestałbym być zwyczajny, a mi moja zwyczajność bardzo odpowiada.
Jest bardzo bezpieczna.
Kiedy podszedłem w stronę sali,
usłyszałem miarowe, charakterystyczne odbijanie piłki od podłogi. Może sobie go
najpierw pooglądam? Zajrzę tylko przez chwilę na pewni się nie zorientuje. Co mi
szko…
- Kouki, czemu się czaisz? –
słysząc jego głos podskoczyłem przerażony.
Jak mogłem zapomnieć? Słynne „oko
imperatora”, nie ma szans żeby czego nie zauważył. Zwłaszcza mnie, dziwnego,
niezdarnego…
- Czemu nadal stoisz w drzwiach? –
nawet nie zauważyłem, a ten podszedł do mnie. Poruszał się naprawdę cicho, a
może to ja za głośno myślę?
- Tak tylko… - stojąc naprzeciw niego
trudno ukryć zakłopotanie, cokolwiek trudno przed nim ukryć.
- No to chodź. – nawet nie
spojrzał czy idę za nim, po prostu poszedł w kierunku ławki.
Przez ten czas wystarczająco mnie
poznał i pewnie się zorientował, że ciężko mi jest, mu się przeciwstawić. Nie
stałem długo w drzwiach tylko poszedłem za nim i po chwili niepewności zająłem
miejsce na ławce, naprawdę blisko niego.
- Stało się coś? – próbował udawać,
że nie zbyt interesuje go powód mojego przyjścia, ale i ja się trochę przez ten
czas o nim dowiedziałem.
Nie tak prosto mnie wykiwać,
nawet jeśli czuję się tak jakbym to ja sam robił z siebie idiotę. Wiem, że
czasem muszę wykazać się odrobiną intelektu, wić jak mam tylko okazję to ćwiczę
swoja spostrzegawczość. Nie żebym chciał zostać drugim Akashim.
- Nic konkretnego, po prostu… -
celowo zawiesiłem głos żeby nareszcie przykuć jego uwagę. Udało mi się.
- No, powiedz. – teraz już jawnie
wykazywał zainteresowanie. Dziej się z nim coś dziwnego. Rzadko kiedy zachowuje
się tak nienaturalnie, nawet w moim towarzystwie.
Może i to wszystko było zastanawiające,
ale przyszedłem tu z konkretnego powodu i rozdrabnianie się w niczym nie
pomoże. Co będę owijał w bawełnę.
- Jesteś dupkiem. – cholera jasna!
To zdecydowanie nie to ci
powinienem powiedzieć. Może i chciałem, ale na pewno nie powinienem. Moje obawy
potwierdził autentycznie zdziwiony wzrok Akashiego. Będę miał kłopoty?